To był najważniejszy dzień wyprawy do Korei. Właśnie 12.11 mieliśmy niepowtarzalną możliwość postawienia nogi na ziemi północnokoreańskiej. O godzinie 10.00 siedzieliśmy już w autokarze zmierzającego do Panmunjomu. Po drodze odwiedziliśmy miasto Munsan, gdzie pokazano nam piękny koreański pomnik koreańskich bohaterów wojny koreańskiej. Było ich chyba 10, każdy z nich trzymał jakąś broń i ewidentnie krzyczeli. Jak mi się później udało ustalić, owi bohaterowie wysadzili jakiś taktyczny bunkier wroga przypłacając za to swym życiem. Potem ciach, zawieziono nas…. na obiad. Ponieważ była godzina 11.30 odmówiliśmy konsumpcji obiadu i oddaliliśmy się od wycieczki, kontemplować krajobrazy wioski okołomunsańskiej (o rany, jakie słowo) Gdy towarzystwo już się najadło, nastąpiła najważniejsza część wycieczki. Panmunjom. Pojechaliśmy tam przez Paju, o którym pisałem wcześniej. Przez cały czas wyprawy nasza anglojęzyczna przewodniczka opowiadając o Panmunjonie straszyła nas tumaniła i przestraszała. A że to nie wolno oddalać się od grupy, a to, że nie wolno machać do Koreańczyków z północy, że nie wolno głośno rozmawiać i w ogóle wielu rzeczy nie wolno było robić. Była bardziej pobudzona tą wycieczką niż ja, choć byłem przekonany, że to ja za chwile eksploduję z emocji. Minęliśmy kolejne chceck pointy i znaleźliśmy się na terenie Panmunjomu ale jeszcze nie na granicy. Wcześniej w autokarze zostaliśmy dokładnie zlustrowani przez żołnierza koreańskiego, czy nie jesteśmy ubrani w bojówki, buty wojskowe, chełmy itp. Potem w sali kinowej szybka lekcja historii konfliktu koreańskiego i porozumień w Panmunjom, by w końcu ruszyć na granicę. Podwieziono nas 300 metrów autokarem. Potem ustawiono w pary. Japończycy po prawej inni forigners po lewej. Jacek był parze z Anitą, a ja z przyzwoitą Niemką z Aachen. Byłem mocno pobudzony, bowiem właśnie realizował cel mojej podróży do Korei. Wyruszyliśmy szybkim krokiem do baraku konferencyjnego – jedynego miejsca, w którym można stanąć na ziemi północnokoreańskiej wchodząc tam z południa. W baraku zastaliśmy w zasadzie to, co dziesięcioleci tam jest niezmienne, stoły konferencyjne oraz dwóch żołnierzy południowokoreańskich.